Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wych reniferów, a za domem skład duży do żywności. Zima, to znaczy noc, śnieg, lód, zimno, mogły przychodzić, tembardziej, że wszyscy zaopatrzeni też byli i w ubrania.
Uspokoiwszy się co do potrzeb swych towarzyszy, Hobson zajął się interesami Towarzystwa.
Nastał właśnie czas zmiany futer u zwierząt. Zmieniły swe szaty, otulając się nowym włosiem pięknym i lśniącym. Czas był na polowanie, w celu zdobycia futer.
Zaczęto polować najpierw na bobry, które ogromnemi stadami obsiadły małą rzekę — tam więc skierowano swe kroki.
Zastano je przy robocie. Właśnie urządzały sobie pod wodą wspaniałe apartamenty zimowe i były mocno zapracowane.
Złapano bardzo szybko całe setki bobrów, między nimi było ze 20 wielkiej wartości, o czarnym lśniącym włosie. Inne miały włos długi, błyszczący, ale koloru brunatno kasztanowatego, a pod tym włosem puch cienki szaro-srebrnego koloru. Myśliwi wrócili do swej twierdzy, bardzo zadowoleni z rezultatu wyprawy.
Skóry zostały wyprawione i ułożone w składzie według wartości.
Przez cały wrzesień i połowę października polowano wciąż bardzo pomyślnie.
Zabito ogromną ilość soboli, bielaków, ale największą ze zdobyczy były błękitne i srebrne zające.
Włos ich jest długi i gęsty i miękki; stanowi wspaniałe i ciepłe futro. Kilka z takich właśnie zajęcy ukazało się przy przylądku Bathurst, ale trudno je było za-