Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


których setki przelatywały nad jadącymi, nie widać było nawet innego ptactwa.
Po niejakimś czasie upolowano trochę białych zajęcy i spostrzeżono ślady niedźwiedzi. Musiało ich tu być dużo, ale nie spotykano nigdzie.
Pocieszano się tem, że wygłodzone zwierzęta przywędrują napewno w poszukiwaniu pożywienia na wybrzeże morza Lodowatego, a wtedy rozpocznie się polowanie na wspaniałe ich skóry.
Prócz tego o kilkadziesiąt mil drogi, zimą, gdy futra są najpiękniejsze, żyją bobry, srebrne i błękitne lisy i sobole.
Noga ludzka nie przechodziła tędy; zwierząt więc tam musiało być dużo i tam postanowiono utworzyć przystań i zatrzymać się w interesie Kampanji.
Nad brzegami morza Lodowatego znajdować się też miały zwierzęta, stanowiące żywność i odzież Eskimosów i Indjan.
Były to renifery, mięso ich niezwykle soczyste, skóra bardzo ścisła, włos miękki, do przędzenia podatny.
Jako siła powozowa, dla Eskimosa stanowi renifer wszystko.
Zwierzę to, je to, co mu dają, a więc tłuszcz foki, mech i trawy.
Te ostatnie wyszukuje sobie renifer pod śniegiem.
Zdawało się porucznikowi Hobsonowi, że nikogo tutaj nie spotka, że sam jeden będzie korzystał ze zdobyczy.
Tymczasem pewnego razu zauważył on obóz, dopiero co jakby opuszczony. Ludzie, którzy tu obozowali musieli być niedaleko.