Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uczuwano w tym roku zimna. Ale co do światła, to nie było tak dobrze. Oleju było bardzo mało i porucznik kazał zapalać lampę tylko przez kilka godzin dziennie.
Chciano używać tłuszczu reniferów do oświetlenia, ale okazało się to niemożliwem ze względu na odór nie do zniesienia; wszyscy woleli siedzieć w ciemnościach. Pracę wtedy, naturalnie, porzucano i dnie zdawały się bardzo długie.
Czasem tylko ukazywała się na niebie prześliczna zorza północna i parę razy księżyc w pełni rozjaśnił smutny krajobraz.
Wkońcu grudnia zabrakło zupełnie tłuszczu do lampy, cały więc styczeń spędzaćby trzeba w ciemności, dopiero bowiem w lutym słońce ukazywało się na niebie.
Dzięki jednak Eskimosce zdobyto wkrótce tłuszcz.
Było już trzeciego stycznia, gdy Kalumah poszła do stóp przylądka Bathurst, aby przyjrzeć się, jaki jest stan lodów na morzu.
Rozglądając się dookoła młoda Eskimoska zauważyła kilka otworów, wywierconych w lodzie, o których wiedziała dobrze, do czego służą.
Były to jamy fok, to znaczy, że przez te otwory foki wychodziły na powierzchnię lodu, aby odetchnąć świeżem powietrzem i wyszukać pod śniegiem mchu na pożywienie. Kalumah wiedziała o tem dobrze, że Eskimosi łapią foki w ten sposób, że siedząc nad otworem, czatują na nie, łapią na sznury, duszą i wyciągają wspólnemi siłami na powierzchnię.
Czemprędzej poszła do domu i oznajmiła o swem odkryciu Hobsona, który wysłał dwóch żołnierzy ze sznurami nad brzegi przylądka. Kalumah nauczyła spo-