Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lonisty, któremu służyło prawo odparcia podobnej napaści który i skorzystał z niego.
— Prawo? — zapytał Texar. — Prawo nie było po stronie tego, który odmawiał posłuszeństwa komitetowi ustanowionemu według wszelkich prawideł. James Burbank — o niego tu bowiem chodzi — wyzwolił swych niewolników, lekceważąc opinję publiczną, która obstaje za niewolnictwem we Florydzie, jak i w większości południowych Stanów Zjednoczonych. Ten akt mógł spowodować ważne klęski w innych plantacjach kraju, podżegając murzynów do buntu. Komitet Jacksonvillu zadecydował, że, ze względu na teraźniejsze okoliczności, potrzebną jest jego interwencja. Nie zniósł wprawdzie aktu wyzwolenia, tak nierozważnie ogłoszonego przez Jamesa Burbanka, ale chciał przynajmniej, ażeby nowi wyzwoleńcy byli wyparci z terytorjum. — Ponieważ James Burbank nie usłuchał tego nakazu, komitet musiał uciec się do siły i dlatego to milicja, do której się przyłączyła część ludności, wywołała rozproszenie byłych niewolników z Camdless-Bay.
— Texarze — odpowiedział pułkownik Gardner — zapatrujesz się na te czyny gwałtu z punktu, jakiego rada nie może uwzględnić. James Burbank, północny z pochodzenia, działał z zupełnem prawem, wyzwalając swoich niewolników, a zatem nic nie może usprawiedliwić nadużyć, popełnionych na jego ziemi.