Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ludność wiedziała, że flotylla Komandora Dupont miała bardzo niezadługo rozwinąć żagle i że generał Sherman zamierzał towarzyszyć jej z wojskiem, przeznaczonem do wylądowania.
W którą stronę skieruje się ta expedycya, nie wiedziano na pewno, jakkolwiek wszystko wskazywało, że dąży do Saint-John i wybrzeża Florydzkiego. Po Georgii przeto, Floryda była bezpośrednio zagrożona wtargnięciem armii federalnej.
Gdy Steam-boat, płynący z Fernandiny, przybił do tamy Jacksonvillskiej, pasażerowie jego stwierdzili te wieści, z tym dodatkiem jeszcze, że, prawdopodobnie, Komandor Dupont zawinie do zatoki Saint-Andrews, gdzie wyczekiwać będzie przyjaznej chwili do wdarcia się w przesmyki wyspy Amelii.
Gromadki natychmiast rozproszyły się po mieście. Menerzy, podżegani przez Texara, wołali pośród ludności, już i tak wzburzonej: „Hejże na nordzistów, śmierć nordzistom!“.
Nastąpiły demonstracye na wielkim placu, przed Court-House, przed gmachem sądowym, a nawet i w kościele wyznania panującego. Władze z trudnością uśmierzały tę gorączkę, jakkolwiek mieszkańcy Jacksonvillu różnili się z sobą w przekonaniach, przynajmniej co do kwestyi niewolnictwa. Jak zwykle w czasach zamieszek, najhalaśliwsi i najgwałtowniejsi mieli wziąć górę.
Rozumie się, że w szynkach i knajpach, pod wpływem mocnych trunków, wrzeszczano najgłośniej.