Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— I dla tego obrócili ich w niewolników, — odrzekła Zerma. — Mieli siłę i nadużyli jej. Gdyby murzynów było więcej na świecie, to oni trzymaliby białych w niewoli... Ale nie... z pewnością okazaliby więcej sprawiedliwości, a przedewszystkiem mniej okrucieństwa!..
Nietrzeba sobie jednak wyobrażać, że podobne rozmowy, całkiem pozbawione głębszego znaczenia, powodowały niezgodę pomiędzy Zermą i p. Perry, bynajmniej, tylko, jak w obecnej chwili n. p., gawędzili, żeby czas zabić. Prawda, że mogli byli traktować pożyteczniejszy przedmiot, ale było to manią rządzcy wiecznie rozprawiać o kwestyi niewolnictwa.
Siedzieli oni w tyle czółna, którem kierowało czterech marynarzy z plantacyi. Korzystając z opadnięcia wody, przepływali ukośnie rzekę, udając się do Jacksonville, rządzca miał tam bowiem do załatwienia interesa Jamesa Burbanka, Zerma zaś chciała porobić niektóre sprawunki dla małej Dy.
Było to 10-go lutego: trzy dni upłynęło, jak James Burbank powrócił do Castle-House, a Texar do Czarnej Przystani, po sprawie, załatwionej w mieście Ś-go Augustyna.
Rozumie się, że zaraz następnego dnia, p. Stannard i jego córka odebrali karteczkę z Camdless-Bay, z krótkiem zawiadomieniem, co donosił Gilbert w ostatnim liście.
Wieści te nadeszły w porę dla uspokojenia miss Alicyi, której życie upływało w ciągłej trwodze, od-