Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ty typ negrów mających znaczną przymieszkę krwi kreolskiej: wysoki, krzepki, odważny, mógł on oddawać prawdziwe usługi swemu nowemu panu.
Zresztą, ani on ani Zerma nie byli traktowani w Camdless-Bay jako niewolnicy: gdy się dali wkrótce poznać z przymiotów serca i umysłu, Marsa przeznaczono wyłącznie do usług młodego Gilberta, Zerma zaś została mamką Dyany i odtąd oboje byli niejako do kółka rodzinnego przypuszczeni.
Zerma pokochała dziecię macierzyńską miłością, której nie mogła przelewać na swoje utracone dziecko. Dy czule przywiązała się także do niej; dla tego też pani Burbankowa była przejętą dla Zermy przyjaźnią i wdzięcznością.
Gilbert i Mars niemniej przystali do siebie; a że przytem zręczny metys wyuczył swego panicza wszelkich ćwiczeń fizycznych, James Burbank rad był z umieszczenia go przy synu.
Para naszych niewolników nie znajdowała się jeszcze nigdy w tak szczęśliwem położeniu jak teraz, po wydobyciu się z rąk takiego Tickborna i po ocaleniu od Texara, w którego moc o mało się nie dostała.






V.
Czarna Przystań.

Nazajutrz o świcie, jakiś mężczyzna przechadzał się po jednej z wysepek laguny Czarnej Przystani. Był to Texar. O kilka kroków od niego, przybił do brzegu, łódką Indyanin Squambo, ten sam, który wyjechał w przeddzień na spotkanie Shannonu.