Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że wybrzeża rzeki Ś.go Jana, na wysokości Zatoki-Czarnej, zdają się nie być nigdzie przerwane. Dla tego też trzeba było marynarza bardzo obeznanego z tą ciemną zatoką, żeby w nią wpłynąć w niewielkiej łodzi pomimo zapadającej nocy.
Na pierwsze gwizdnięcie Shannon, natychmiast ozwał się krzyk trzykrotny i pomiędzy trawami wybrzeża zaczęło migotać światełko. Było to znakiem ze się zbliża łódź chcąca przybić do parowca.
Ta łódka z kory kierowana prostą pagają, niebawem znalazła się na 120 sążni od Shannoun.
Texar zbliżył się wtedy na przód parowca i, zwinąwszy rękę w trąbkę, zawołał:
— Avo!
— Avo, odpowiedziano.
— Czy to ty, Skambo?
— Tak, panie!
— Przybij!
Łódka przybiła. Przy świetle latarni przytwierdzonej na przodzie statku, można było zobaczyć sternika.
Był to indyanin o czarnych włosach, nagi do pasa, silny mężczyzna, o ile się dało sądzić z torsu połyskującego przy blasku latarni.
W tej chwili, Texar zwrócił się do towarzyszy i uścisnął im ręce, mówiąc znaczącym tonem: „do widzenia!“ Rzuciwszy groźne wejrzenie w stronę Burbonka, zeszedł ze wschodów umieszczonych na tyle koła i wsiadł do łódki. Po kilku chwilach, steam-