Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uniknionych następstw. Tak więc, w razie, gdyby ich wzięto obu, pozostałaby tylko jedna szansa: federaliści opanowaliby Jacksonville, zanimby Texar zdołał zaszkodzić.
Może wtedy zostaliby wyzwoleni dosyć prędko aby wyrok, jaki ich nie mógł minąć, nie został jeszcze wykonany. Tak, cała nadzieja polegała na tem, na niczem więcej. Ale jakim sposobem przyspieszyć przybycie komendanta Stevensa i jego kanonierek do górnej strony rzeki? Jakim sposobem przedostać się za wał Saint-Johnu, jeśliby woda jeszcze nie przybrała? Jakim sposobem poprowadzić flotyllę przez te wszystkie zakręty kanału, jeśli’Mars, który miał nią kierować, wpadnie w ręce południowców?
Gilbert musiał zatem probować nawet niepodobieństw, żeby powrócić na swój posterunek przed świtem i należało puścić się w drogę, nie tracąc chwili czasu.
Czy to było nie możliwe? Czy Mars nie mógł przywrócić mu wolności nagłem przerzuceniem gigu przez wiry? Czy, podczas kiedyby załoga statku traciła czas na zarzucenie kotwicy, lub odwiązanie łańcucha, nie zdążyłby tak się oddalić, żeby go nie schwytano?
Nie! Byłoby to pewną przegraną, o czem młody porucznik wiedział aż nazbyt dobrze. Pagaja Marsa nie mogła iść na wyścigi z 4-ma wiosłami załogi statku; czółenko zostałoby więc wkrótce ujęte, podczas przemykania się wzdłuż wybrzeża, Taki