Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po tych słowach, statek oddalił się na długość dwóch wioseł. Potem brzęk rozwijającego się łańcucha oznajmił, że zapuszczono kotwicę. Co się tycze ludzi, będących na skraju nadbrzeża, to nie rozmawiali wprawdzie, ale było słychać ich stąpanie po suchych liściach. Tak Więc, zarówno od strony rzeki jak i od strony ziemi, ucieczka była już niemożliwą.
Nad tem właśnie rozmyślali Gilbert i Mars. Obaj nie poruszyli się ani razu, nie powiedzieli ani słowa; nic przeto nie mogło zdradzać obecności gigu, ukrytego w tej ciemnej altanie z zieleni, która stanowiła dla nich więzienie. Niepodobieństwem było wyruszyć ztamtąd.
Gdyby ich nawet nie odkryto w nocy, jakimże sposobem Gilbert nie byłby dostrzeżony przy dniu? Pojmanie zaś młodego porucznika pociągnęłoby za sobą nietylko niebezpieczeństwo dla jego życia, — jako żołnierz, chętnieby je złożył zresztą w ofierze, ale gdyby zdołano udowodnić, że wysiadł w Castle-House, ojciec jego zostałby ponownie aresztowany przez stronników Texara i wyszłoby na jaw jego spólnictwo z federalistami. Gdy Hiszpan po raz pierwszy oskarżał właściciela Camdless-Bay, zbrakło mu dowodu, który miałby teraz, trzymając Gilberta w swem ręku. A cóżby się wtedy stało z panią Burbankową? Jakie losy spotkałyby Dy i Zermę, gdyby nie było komu je szukać?
W jednej chwili wszystkie te myśli nasunęły się młodemu oficerowi, przedstawiając mu obraz nie-