Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gilbertowi nasunęła się ta uwaga, że szereg statków nie zagradzał jeszcze rzeki, gdy ją przepływał, dążąc do Camdless-Bay. Ta ostrożność była. więc przedsięwzięta dopiero po przemknięciu się gigu i, może w przewidywaniu ataku, o którym nie było jeszcze mowy w chwili, kiedy młody porucznik opuścił flotyllę Stevensa.
Wypadało przeto wycofać się niezwłocznie ze środka rzeki i o ile się tylko da, kryć się wzdłuż prawego brzegu. Możeby czółno zdołało prześliznąć się niewidzialnie przez, gęstwinę trzcin i pod cieniem drzew, rosnących na wybrzeżu. W każdym razie nie było innego, sposobu uniknięcia zapory na Saint-Johnie.
— Marsie, staraj się wiosłować po cichu, dopóki nie miniemy tej linii, -powiedział młody porucznik.
— Dobrze, panie Gilbercie.
— Pewno wypadnie walczyć z wirem i jeśli potrzebujesz pomocy...
— Poradzę sam, — odrzekł Mars.
Zwróciwszy gig, skierował go szybko w stronę prawego brzegu, gdy się już znajdowali tylko na 300 yardów powyżej linii uwiązanych statków.
Ponieważ czółno nie zostało spostrzeżone podczas kiedy przepływało rzekę w ukos, — chociaż mogło się to zdarzyć, — teraz, gdy się zlewało z ciemnemi masami wybrzeża, było to niepodobieństwem, żeby je odkryto. Prawie napewno mogło przepłynąć zaporę, jeśli nie dotykała brzegu; w samym zaś