Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zarazem śpiewy, pomieszane z krzykami, wskazywały, że orgije wciąż jeszcze zakłócają spokój miasta. Czyżby Texar i jego adherenci wierzyli ciągle w porażkę nordzistów w Wirginii i w możliwość odwrotu flotylli federalnej? Albo może, korzystając pozostających im kilku dni, oddawali się wszelkim nadużyciom, pośród ludności, upojonej winem i whiskey?
Bądź co bądź, ponieważ gig posuwał się ciągle z prądem, Gilbert mógł przypuszczać, że niezadługo przestaną mu grozić najważniejsze niebezpieczeństwa, skoro tylko minie Jacksonville: lecz nagle dał znak Marsowi, żeby się zatrzymał.
O małą milkę poniżej portu, dostrzegł on długą linią czarnych plam, rozsianych niby szereg raf, od jednego brzegu rzeki do drugiego.
Byłto rzęd statków, przywiązanych w tem miejscu, które tamowały drogę na Saint-Johnie. Oczewiście, gdyby kanonierki zdołały przebyć tamę, statki te nie mogłyby ich zatrzymać i pozostałby im tylko odwrót; ale w razie gdyby te szalupy federalne sprobowały popłynąć w górę rzeki, możeby im się udało stanąć na przeszkodzie. Z tejto przyczyny przybyły, żeby przez noc stanowić zaporę.
Wszystkie stały nieruchomo w poprzek Saint-Johnu. Jakkolwiek nie było widać nikogo, niewątpliwie musiała się znajdować, na pokładach, znaczna liczba ludzi, dobrze uzbrojonych, tak dla zaczepki, jak i dla odporu.