Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w swe ręce. Była to wątpliwa hipoteza; w tej chwili bowiem prawdopodobnie wystarczało mu to, że przypuścił szturm do Castle-House i porwał Dy wraz z Zermą. Zresztą, kilku szanownych obywateli nie lękało się objawić swe niezadowolenie ze sprawy Camdless-Bay i wstręt do przewódzcy wichrzycieli z Jacksonville, jakkolwiek ich sąd mało mógł obchodzić Texara. Hiszpan despotyczniej niż kiedy bądź panował w hrabstwie Duval ze swoją zgrają szaleńców. Ci ludzie bez dachu, ci awanturnicy bez skrupułów, nie krępując się niczem, codzień oddawali się przeróżnym sui generis przyjemnościom podobniejszym do orgii. Wrzawa ich sięgała wtedy aż do plantacyi; odblask iluminacyi odbijał się na niebie, niby łuna pożarna. Umiarkowani ludzie, milcząc z konieczności znosili jarzmo tego stronnictwa, popieranego przez pospólstwo.
W ogóle chwilowa bezczynność armii federalnej bardzo była na rękę nowym władzom Jacksonvillskim ułatwiając im rozpowszechnianie pogłosek, że nordziści nie przejdą granicy, że mają rozkaz cofnięcia się do Georgini i do Karoliny, że półwyspowi florydzkiemu nie grozi napad wojsk, walczących przeciw niewolnictwu, że będąc dawną kolonią hiszpańską, nie wchodzi on w zakres kwestyi, które Stany Zjednoczone usiłują roztrzygnąć za pomocą broni, Dlatego też we wszystkich hrabstwach objawiał się pewien prąd, raczej przychylny niż niechętny ideom, których stronnicy, gwałtownych środków byli przed-