Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panie Perry, jam temu nie winien... — odpowiedział Pygmalion.
— Owszem i ty jesteś winien. Gdybyście nie przyklaskiwali tym deklamatorom, występującym przeciw niewolnictwu, gdybyście protestowali przeciw ideom Północy, gdybyście z bronią w ręku odparli pułki federalne, to panu Burbankowi nie przyszłoby na myśl wyzwolić was i to nieszczęście nie spadłoby na Camdless-Bay!
— Cóż ja mogę teraz uczynić panie Perry, — rzekł z rozpaczony Pyg.
— Powiem ci, coś powinien zrobić, jeśli mas choć trochę poczucia sprawiedliwości. Jesteś wolny, z prawda?
— Zdaje się.
— Należysz do siebie?
— Naturalnie.
— Jeśli należysz do siebie, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś rozporządził sobą, jak ci się spodoba.
— Nie, panie Perry.
— A więc, gdybym był na twoim miejscu, bez wachania. Poszedłbym do sąsiedniej plantacyi, sprzedał bym się jako niewolnik, a otrzymane pieniądze przyniósłbym memu dawnemu panu dla powetowania jego krzywdy; jaką ma wskutek wyzwolenia mojej osoby.
Czy rządzca mówił seryo? Trudno na to odpowiedzieć gdyż to, ile razy wsiadł na swego konika zawsze bredził. W każdym razie biedny, Pygma-