Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Co Burbanka doprowadzało do większej jaszcze rozpaczy to, że nie mógł nawet i myśleć o zaskarżeniu Texara za spustoszenie plantacyi, oraz porwanie Zermy i dziecka.
Urzędnikiem, przed którego należałoby wnieść skargę, był właśnie sprawca tych zbrodni, wypadało przeto czekać przywrócenia normalnego wymiaru sprawiedliwości w Jacksonville.
— Jamesie, — rzekł pan Stannard, — prawda, że twej dziecinie grożą wielkie niebezpieczeństwa ale przynajmniej Zerma przy niej, a możesz być pewien, że będzie jej wierną do...
— Do śmierci... tak jest! — odpowiedział Burbank. A gdy Zerma rozstanie się z życiem?
— Wysłuchaj mnie drogi Jamesie, — powiedzał znów pan Stannard. — Po głębszem zastanowieniu, przyszedłem do przekonania, że to nie leży w interesie Texara dopuścić się gwałtownego czynu. On jeszcze jest w Jacksonville, a dopóki tam pozostaje, sądzę, że jego ofiary nie doznają żadnego gwałtu z jego strony. Twoja córka może być gwarancyą, zakładem na wypadek odwetu, jakiego się może lękać nie tylko od ciebie, ale i od federalistów za obalenie legalnych władz Jacksonvillskich i zniweczenie plantacyi nordzisty? Czekałaby go kara nieuchronna, będzie je więc oszczędzał we własnym interesie; lepiej więc zaczekać, żeby Dupont i Shermen stali się panami terytoryum i wtedy dopiero wystąpić przeciw niemu.