Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w domu, poprowadził więc swoję bandę, na prawy brzeg rzeki, sforsował palisady okalające Castel-House, zmusił Burbanka i jego sprzymierzeńców do schronienia się za murami tegoż, a następnie udał się pewno z kilkoma pomocnikami do przystani Marino. Tam, niespodzianie zastawszy dwóch murzynów, strzegących łodzi, kazał zamordować tych biedaków, których krzyki zagłuszył zgiełk szturmu; potem czekał: i gdy się pokazała Zerma, a za nią mała Dy, widząc je same, musiał pomyśleć, że państwo Burbankowie oraz ich przyjaciele jeszcze się nie zdecydowali opuścić Castle-House. Rad nie rad, poprzestając na tym łupie, porwał więc dziecko i metyskę, żeby je uprowadzić do jakiej nieznanej kryjówki, gdzie niktby ich nie mógł znaleźć.
Jakiż straszniejszy cios mógł ugodzić w rodzinę Burbanków? Czyżby ci rodzice więcej cierpieli, gdyby im wydarł serca?
Była-to straszna noc, dla pozostałych przy życiu, W Camdless -Bay. Alboż nie mieli powodu lękać się, żeby nie powrócili napastnicy w większej liczbie, albo lepiej uzbrojeni, żeby zmusić ostatnich obrońców Castle-House do poddania się? Szczęściem, nie przyszło do tego. Już dzień zawitał, a nie było nowej napaści.
Ale jakże pożądaną była wiadomość, co znaczyły w przeddzień owe trzy wystrzały armatnie i dlaczego napastnicy cofnęli się wtenczas właśnie, kiedy ostatni wysiłek, za godzinę oddałby w ich ręce za-