Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się do domu tunelem i otworzyć drzwi, prowadzące z tegoż na wschody od podziemia. Miss Alicya liczyła na to, że się tam kogo dowoła.
Biedna dziewczyna ciągnęła panią Burbankową, która szła za nią, bezprzytomna. Powracając wzdłuż wybrzeża, przez ostrożność, zatrzymały się ze dwadzieścia razy; mogły bowiem, w każdej chwili, wpaść w ręce jednej z owych band, niszczących plantacyą, Może lepiej było zaczekać świtu, ale jakże ratować panią Burbankową na tem wybrzeżu? Ze względu na nią, miss Alicya postanowiła, bądź co bądź, dotrzeć do Castle-House. Ale, ponieważ idąc wzdłuż zaginającej się rzeki, przysparzały sobie drogi, umyśliła iść prosto łąkami, kierując się łuną, palących się baraków i w taki to sposób dostała się do pobliża domu.
Tam pani Bnrbankowa leżała bezwładna obok miss Alicyi, która także nie mogła się już utrzymać na nogach.
W tej chwili, oddział milicyi, za którym postępowała horda rabusiów, zaprzestawszy szturmu, był już daleko od Castle-House. Żadnego krzyku nie było już słychać na zewnątrz, ani wewnątrz. Miss Alicyi nasunęła się wtedy myśl, że napastnicy, po zagarnięciu Castle-House, oddalili się, niezostawiwszy, ani jednego z jego obrońców. Zdjęta śmiertelną trwogą i pozbawiona sił, padła także, zdobywając się na ostatni jęk, na ostatnie wołanie, które doszło uszu Jamesa Burbanka i jego przyjaciół, wybiegli więc