Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Dziewczynka nie odpowiedziała. Przyzwyczajona być ciągle razem z Zermą, wyszła z nią w stronę przystani, niespostrzeżona przez matkę.
Nagle, dały się słyszeć jęki. Przeczuwając nowe niebezpieczeństwo, niepomnąc na to, że ono im samym może grozić, pani Burbankowa i miss Alicya pobiegły ku wybrzeżu rzeki i przybywszy tam, pomimo ciemności, dostrzegły łódź.
— Na pomoc!... Na pomoc!... To Texar!... — wołała Zerma.
— Texar!... Texar!... — wykrzyknęła miss Alicya, wskazując ręką na Hiszpana, oświetlonego odblaskiem pożarów w Camdless-Bay, gdy stał w tyle łodzi, która znikła niebawem.
Naraz wszystko ucichło: dwaj murzyni, zamordowani leżeli na ziemi. Wtedy pani Burbankowa, wraz z Alicyą, która jej nie zdołała powstrzymać, zaczęła biedz, jak szalona, ku rzece, wołając Dy, ale żaden krzyk nie odpowiedział na jej wołanie, Łódź znikła im z oczu, bądź że ją cienie zasłaniały, bądź że przybiła do jakiego punktu lewego wybrzeża.
To daremne poszukiwanie trwało całą godzinę. Nakoniec, pani Burbankowa padła bez sił na wybrzeże. Miss Alicya, ze szczególną energią podniosła nieszczęśliwą matkę, podtrzymywała ją, prawie że dźwigała. W dali, w kierunku Castle-House, słychać było wystrzały armatnie, a czasami straszne wycia oblegającej szajki. Jednakże trzeba było powrócić w tę stronę, trzeba było sprobować, dostać