Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Uciekajcie! — zawołał James Burbank. Nie będzie was widać wśród ciemności! Uciekajcie!... Obezwładniacie nas, zostając tutaj!... — Na Boga, uciekajcie!...
Zerma poszła naprzód, trzymając małą Dy za rączkę, pani Burbankowa musiała się wyrwać z objęć męża, Alicya zaś z uścisków ojca i nakoniec, schodami prowadzącemi do suteryny, dostały się do tunelu przystani Marino.
— Teraz, moi przyjaciele — rzekł James Burbank, do Perry’ego dozorców i garstki murzynów, którzy go nie odstąpili, — brońmy się do ostatniej kropli krwi!...
Wszyscy wślad za nim udali się po głównych wschodach halli na posterunek w oknach l-go piętra. Ztamtąd, na setki strzałów, przeszywających kulami front Castle-House, odpowiadali wystrzałami z fuzyi, rzadszemi ale pewniejszemi, gdyż wpadały w masę napastników, którzy musieliby sforsować główną bramę, bądź siekierą, bądź ogniem. Tym razem nie mogli oni robić wyłomu dla wprowadzenia ich do zamku. To, czego próbowano na zewnątrz z palisadą drewnianą, nie dałoby się zrobić wewnątrz z murami.
Jednakże, korzystając z gęstych już ciemności, najodważniejszych kilku zbliżyło się do peronu. Brama została wtedy gwałtowniej zaatakowana, ale musiała być bardzo mocna, kiedy się opierała cięciom siekiery i drągów kutych.