Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


po tarcicach, na powierzchni tegoż kanału nagromadzonych.
Był-to jeden z napastujących, który zdołał dostać się do parku od strony rzeki St.-John, przemykając się pomiędzy trzcinami rosnącemi na wybrzeżu, poczem niedostrzeżony przez nikogo, wszedł do jednej ze stajen, gdzie z narażeniem się na śmierć w płomieniach, podłożył ogień pod kilka snopów słomy, dla zniweczenia tej części palisady.
Wyłom był więc dokonany. Napróżno James Burbank i jego towarzysze usiłowali zatarasować wejście, ciżba napastników siłą odparła siłę, i w mgnieniu oka, setki ludzi zaległy park. Wielu padło trupem, tak z jednej jak i z drugiej strony, gdyż przeciwnicy szli w zapasy. Strzelano na wszystkie strony. Wkrótce Castle-House zostało całkiem otoczone, murzyni zaś, uległszy przewyższającej liczbie, wyparci z parku, zmuszeni byli uciec do lasów okolicznych. Walczyli oni dopóki się dało, z poświęceniem i szaloną odwagą; ale gdyby się opierali dłużej, wskutek nie równych warunków, wystrzelanoby ich do ostatniego.
James Burbank, Walter Stannard, Perry, dozorcy, John Bruce, który także bił się walecznie, nakoniec garstka murzynów, wszyscy musieli się schronić za murami Castle-House.
Dochodziła w tedy 8-ma wieczorem. Noc była ciemna od zachodu, ku północy niebo jaśniało odbla-