Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Około 4 i pół wieczorem, straż przednia pospieszyła ze sprawozdaniem z północnej granicy dominium.
Poczet uzbrojonych ludzi dążył od tamtej strony ku Camdles-Bay. Był że to oddział milicyi hrabstwa, czy tylko, nadzieją grabieży zwabiona, część pospólstwa, która się podjęła wykonania wyroku Texara na nowych wyzwoleńcach? Trudno było wiedzieć to wtenczas. W każdym razie, ta zbrojna kolumna składała się przeszło z tysiąca ludzi i garstka z Camdless-Bay w żaden sposób nie zdołała by stawić jej czoła. Bądź co bądź, można było mieć nadzieję, że jeśli zechcą wziąć szturmem Castle-House, to napotkają opór poważniejszy i dłuższy.
Widocznem było, że nieprzyjaciel niezbyt ufał swym siłom, bo nie wylądował wprost w Camdless-Bay ale popłynął poza granice plantacyi i dopiero tam siły swe ustawił na lądzie.
James Burbank roztropnie zatem postąpił, zgromadziwszy całą ludność miejscową w parku Castle-House, gdyż byłoby niepodobieństwem, żeby obronił granice dominium od wojska, należycie uzbrojonego i rozporządzającego pięć razy większą siłą, aniżeli on.
Ktoż dowodzi napastnikami? Czy Texar osobiście? Wątpliwa to rzecz. W chwili, kiedy mu groziło zbliżenie federalistów, Hiszpan mógł uznać, że byłoto zuchwalstwem, stanąć na czele tej bandy. Jeśli to jednak uczynił, to z tym zamiarem, że gdy dokona tej zemsty, gdy spustoszy plantacyą, gdy wy-