Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


prawie niewątpliwego, lepiej, z resztą, żeby wszyscy byli nań przygotowani.
— Więc ci nędznicy, których może zmiażdżą federaliści, ośmieliliby się... przemówił p. Stannard.
— Tak, — odrzekł zimno James Burbank. Texar nie może pominąć takiej sposobności zemszczenia się na nas, poczem ukryje się, gdy dokona swego.
Zapalając się, mówił on dalej:
— Czy zbrodnie tego człowieka będą ciągle uchodziły bezkarnie!... Czy się będzie zawsze wykręcał!... Zaiste, zwątpiwszy o sprawiedliwości ludzkiej, można zwątpić także o sprawiedliwości niebios!...
— Jamesie, — rzekła pani Burbankowa, nie oskarżaj Boga w chwili, kiedy może na Jego tylko pomoc możemy rachować...
— I oddajmy się Jego opiece! — dodała Alicya Stannard.
James Burbank, odzyskując zimną krew, zajął się wydawaniem rozkazów, odnośnych do obrony Castle-House.
— Czy murzyni już wiedzą? — zapytał Edward Carrol.
— Powie się im, — odrzekł James Burbank. Mojem zdaniem, wypada nam się ograniczyć do bronienia palisady, opasującej park rezerwowany i dom mieszkalny. Nie możemy myśleć nawet o zatrzymaniu na granicy Camdles-Bay całego pułku uzbrojonego; jest-to to bowiem przypuszczalne, że napastnicy pojawią się w znacznej liczbie. Należy więc zwołać