Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Ja także, — dorzucił Edward Carrol. Jeśli ta flotylla puściła się na morze onegdaj z zatoki Saint-Andrews to powinna być teraz na wodach Fernandiny.
— Pogoda nie sprzyja od kilku dni, — odpowiedział James Burbank, — może więc wiatry zachodnie zmusiły Dupont’a posunąć się na pełne morze. Ponieważ wiatr uciszył się dziś rano, nie zdziwiłbym się... gdyby jeszcze tej nocy...
— Oby cię nieba wysłuchały, mój drogi James i, oby nas wsparły swoją pomocą, — odezwała się pani Burbankowa.
— Panie James, — zauważyła miss Alicya, — kiedy latarnia na Pablo nie pali się już, jakim sposobem flotylla mogłaby dzisiejszej nocy dostać się na Saint-John?
— Na Saint-John byłoby rzeczywiście niepodobieństwem, moja droga Alicyo, — odpowiedział, Burbank; — ale zanim federaliści targną się na ujścia rzeki, chcąc się stać panami kolei żelaznej Cedar-Keys, muszą pierwej zagarnąć wyspę Amelia, a potem miasteczko Fernandina. — Nie przypuszczam, żeby statki komandora Dupont popłynęły w górę rzeki, prędzej jak za trzy lub cztery dni.
— Słusznie mówisz James, — odpowiedział Edward Carrol, — i mam nadzieję, że samo wzięcie Fernandiny zmusi Południowców do odwrotu. Może nawet milicye opuszczą Jacksonville, nieczekając przybycia