Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na środku kanału. Jednakże po drugiej stronię rzeki panował pewien ruch: kilka oddziałów konfederatów ukazało się na lewym brzegu Saint-Johnu i zmierzały one ku północy, w kierunku hrabstwa Nassau, Zdawało się, że Camdless-Bay, nie jest jeszcze zagrożone.
Przybywszy na kraniec bulwaru, James Burbank i jego towarzysz skierowali wzrok na pełne morze. Ani jeden żagiel nie pokazywał się na toniach wód, ani jedna smuga dymu nie wzbijała się z parowca w powietrze. Nic nie zdradzało obecności lub zbliżania się eskadry. Co się zaś tycze przygotowań do obrony na tej części wybrzeża florydzkiego, to nie istniały wcale. Nie było tam ani bateryj nad brzeżnych, ani szańców; nie zrobiono nic dla zabezpieczenia bulwaru. Gdyby się pojawiły federalne okręty, bądź u przystani Nassauskiej, bądź u ujścia rzeki Ś-go Jana, mogłyby wpłynąć bez przeszkody. Tylko latarnia morska na Pablo była zgaszona; ale to mogło jeno w nocy utrudniać wpłynięcie flotylli.
Z takiemito wiadomościami panowie Burbank i Carrol wrócili na śniadanie.
W ogóle, okoliczności nie były groźne. W Jacksonville nic nie zapowiadało bliskiego napadu na Camdless-Bay.
— Co mię zatrważa, — powiedział pan Stannard, to że się jeszcze nie ukazują okręty komandora Dupont. Nie mogę zrozumieć tego opóźnienia.