Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Podobno mało ci z tego przyjdzie, — zauważył pan Perry.
— Więc niechże mi pan powie, co mam robić?
— Co masz robić?.., słuchaj uważnie i staraj się mię zrozumieć. Jesteś wyzwolony, prawda?
— Tak, panie Perry i, jakem to już powiedział, mam akt wyzwolenia w kieszeni.
— A więc... podrzej go!...
— Nigdy!
— Nie chcesz... w takim razie, jest tylko jeden sposób na to, żebyś mógł zostać w kraju.
— Jaki?
— Zmienić barwę skóry, głupcze! Zmień ją, zmień! Jak się zrobisz białym, będziesz miał prawo zostać w Camdless-Bay, nie wcześniej.
Pan rządzca, uradowany daną nauczką próżnemu Pygowi, ruszył w dalszą drogę.
Pygmalion zadumał się zrazu. Widział on, że dla pozostania w miejscu, mało tego, że przestał być niewolnikiem; trzeba jeszcze, żeby był białym; a jakże, u dyabła, zrobić się białym, jeśli natura dała nam hebanowo-czarną skórę?
Wracając do oficyn, Pygmalion drapał się tak nie miłosiernie, że o mało cała skóra z niego nie zeszła.
Około południa, James Burbank i Edward Carrol powrócili do Castle-House, niezauważywszy nic niepokojącego od strony Jacksonville. Okręty stały na zwykłem miejscu: jedne przy tamie portu, inne