Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wyzwolę ich! — odpowiedzał Burbank, — wyzwolę, gdy przyjdzie na to czas.
— Uczynisz to, gdy armia federalna zawładnie Florydą! — odrzekł Texar. Potrzebujesz żołnierzy Shermana i marynarzy Dupont’a, żeby się odważyć na pogodzenie swoich czynów z idejami. Jest-to ostrożne ale — podle!!!
— Podłe? — zawołał oburzony Burbank, który nie zmiarkował, że przeciwnik zastawia na niego sidła.
— Tak, podłe! — powtórzył Texar. — Odważże się w prowadzić swoje przekonania w praktykę! — Doprawdy, możnaby myśleć, że się ubiegasz za łatwą popularnością, dla ujęcia sobie ludności z Północy! — Tak! Udajesz przeciwnika niewolnictwa, ale w głębi duszy, przez interesowność, jesteś jego stronnikiem!
James Burbank, usłyszawszy tę obelgę, wyprostował się i obrzucił oskarżyciela wzgardliwem spojrzeniem. Tego już nie mógł znieść, gdyż zarzut obłudy był w zupełnej sprzeczności z jego postępowaniem otwartem i prawem.
— Mieszkańcy Jacksonville!- — zawołał gromkim głosem, żeby go usłyszało całe zromadzenie. — Od dziś dnia, nie mam ani jednego niewolnika. Dziś jeszcze ogłoszę zniesienie niewolnictwa w Camdles-Bay!
Zrazu, śmiałą tę deklaracyę przyjęto okrzykami — hurra! Rzeczywiście była ona raczej dowodem niezwykłej odwagi, aniżeli roztropności. James Burbank dał się porwać oburzeniu.