Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, panie, — odpowiedział Burbank stanowczym głosem, — nie poczuwam się do tego obowiązku. Mój syn, o ile wiem, nie ma nic wspólnego z tą sprawą. Jestem o to tylko okarżony, żem się porozumiewał z armią federalną. Otóż przeczę temu i żądam choćby jednego na to dowodu od tego człowieka, który mię napastuje wskutek nienawiści osobistej.
— A więc przyznaje, że jego syn bije się w tej chwili przeciw konfederatom? — wykrzykął Texar.
— Nie mam nic do przyznania.. nic — odpowiedział James Burbank. Toś ty powinien udowodnić swoje zarzuty!
— Dobrze!... Udowodnię! — odparł Texar. — Za kilka dni będę w posiadaniu żądanego dowodu, a gdy go będę miał...
— Gdy go pan będziesz miał, wtedy będziemy mogli wyrokować o tym fakcie; ale dotąd, nie widzę zarzutów, na jakie James Burbank miałby odpowiadać, — rzekł urzędnik.
— Byłoto przemówienie prawego człowieka; ale publiczność, uprzedzona do Burbanka, źle przyjęła słuszne słowa urzędnika; zwłaszcza też stronnicy Texara szemrali, a nawet odzywali się z protestami. Hiszpan, który to zmiarkował, dając już pokój faktom, odnośnym do Gilberta, wrócił do bezpośrednich zarzutów względem jego ojca.
— Tak, — powtórzył, — poprę dowodami wszystko, com powiedział, — mianowicie to, że James Burbank