Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Widocznie Kaw-dier odpłynął na niej, nie chcąc się widzieć z kapitanem statku chilijskiego, albo też może obecność swoją uznał już za zbyteczną wśród wychodźców, w chwili, gdy nadeszła im pomoc?
Cokolwiekbądź jednak spowodowało jego nieobecność, emigranci uczuli się zagrożeni wobec tego niespodziewanego faktu. Nie wiedzieli jak postąpić, nie umieli odpowiedzieć: «tak» lub «nie!»
Wszystko, co tylko dotychczas byli przedsięwzięli wbrew radom Kaw-diera, wyszło im na złe. Czuli dobrze wszyscy, że gdyby nie jego energja, nie jego głos, nie jego zabiegi i rozkazy, niewielu z nich byłoby dotychczas pozostało przy życiu.
Widząc niezdecydowanie się wychodźców, kapitan chilijski zabrał głos znowu i oznajmił, że cofa się na swój okręt, gdzie na wiadomą odpowiedź oczekiwać będzie przez dni piętnaście, to jest do połowy grudnia. Gdy w ciągu tego czasu wychodźcy nie zdecydują się na pozostanie na wyspie, odpłynie do Punta-Arenas i zawiadomi biuro towarzystwa emigracyjnego w San Francisko, aby wysłało nowy okręt transportowy i przewiozło wychodźców do afrykańskiej zatoki de Lagoa.
Upłynęło dni kilka, wreszcie tydzień, termin na danie odpowiedzi zbliżał się, a wychodźcy nie wiedzieli, na co się mają zdecy-