Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W chwilach wolnych od zajęć przy chorych, Kaw-dier w towarzystwie Karra i wiernego psa Zola wyruszał w góry na polowanie. Często przez dzień cały nie było go w osadzie. Wtedy wśród rozbików powstawała obawa, czy nie porzucił ich, czy nie uprzykrzył sobie przebywania wśród nich?
Czuli się bez niego, jak bez głowy. Nie mogli sobie wyobrazić życia na tej wyspie, gdyby jego brakło.
Pewnego razu, gdy długo nie wracał, pan Hartlepool wyszedł naprzeciw niego zaniepokojony.
Już wieczór zapadał, gdy nareszcie ujrzał go na skraju lasku.. Wracał ze strzelbą na ramieniu, z wiernym Zolem i Karrym, dźwigającym upolowaną zwierzynę.
P. Hartlepool z widoczną radością witał nadchodzącego.
— Zrobiłem ważne odkrycie — rzekł Kaw-dier, — ogromne przestrzenie w południowej stronie tej wyspy mają ziemię urodzajną, góry zaś obfitują w kruszce. Proszę wierzyć mojemu doświadczeniu. Przyszła mi więc taka myśl do głowy...
— Już wiem, jaka — przerwał p. Hartlepool, — czy nie lepiejby zrobili rozbitki z «Jonatana», gdyby zamiast pustyń afrykańskich — wybrali tę wyspę i założyli na niej kolonję. Ziemi, wody, zwierzyny i ryb mają na początek, ile tylko