Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jestem przyznać mu słuszność. Gdyby nie rozbicie szalupy przez Syrday’a i Kennedego, kto wie, czy nie wzięłaby pana ochota uciec od nas?... Odpłynąłbyś z wiernym swym Halgiem i niemniej oddanym sobie Karrym, a nas zostawił na pastwę losu.
— Tegobym nigdy nie uczynił, gdyż jestem przekonany, że bez mej pomocy i rady czekałaby was zguba na tej wyspie. Ale gdy stanę się tutaj niepotrzebnym, gdy rząd chilijski zajmie się wami, wtedy puszczę się na morze.
— Aby wrócić do miejsc dawniej przez pana zamieszkiwanych? — pytał p. Rodes.
Kaw-dier skinieniem głowy odpowiedział na to pytanie, poczem dodał:
— Boję się tylko, czy Halg, którego pokochałem, jak syna, towarzyszyć mi zechce. Od pewnego czasu przywiązał się do rodziny Ceroni; tam tylko przebywa, zachwycony nauką czytania i pisania, której mu udziela młoda Graziella, córka tych Włochów.
— A czy stary Ceroni nie ulega już wstrętnemu nałogowi pijaństwa? — pytała pani Rodes.
— Używanie alkoholu wszystkim zostało surowo wzbronione. Zapomniała pani chyba, że to było pierwsze prawo na tej wyspie.
— I najpotrzebniejsze. Alkohol jest zgubą nietylko pojedynczych ludzi, lecz i całych narodów.