Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


VIII. Zima na wyspie Hoste.

Jak były trafne wszelkie zarządzenia Kaw-diera, zwłaszcza pod względem zabezpieczenia rozbitków od chłodów i śniegów zimowych, przekonano się niebawem, gdy zaczęły się zawieje i śnieżne huragany. Naprędce wzniesione domki okazały się prawdziwem dobrodziejstwem dla wychodźców.
Halg i Karro, przeczuwając długą i surową zimę, zawczasu zbudowali zaciszny szałas u stóp skał mało dostępnych; w szałasie tym, wybornie przez nich zabezpieczonym od zimna, chętnie przebywał Kaw-dier.
Wraz z nastaniem zimy wśród rozbitków zaczęły szerzyć się choroby z przeziębienia.
Kaw-dier śpieszył wszędzie z pomocą, gdyż sztukę leczenia posiadał, jak najwytrawniejszy lekarz, widocznie się nią kiedyś zajmował.
Wielce pomocną w tych razach była pani Rodes i jej córka Klara. Z poświęceniem się bezgranicznem, jakby siostry miłosierdzia, odwiedzały one liczne domki, w których leżeli chorzy i niosły im pomoc i pociechę.
Pewnego razu, gdy Kaw-dier wraz z temi paniami wracał od ciężką chorobą tyfusu dotkniętego pewnego emigranta, rzekł doń pan Rodes.
— Przysłowie powiada, że niema tego złego, coby na dobre nie wyszło. Obecnie gotów