Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stem, mając dokoła siebie jedynie wzburzone, gniewne morze.
Dopiero nad ranem Karro i Halg, zaniepokojeni o szalupę, która w tak tajemniczy sposób zniknęła, udali się na lekkiej pirodze na poszukiwania dokoła brzegów wyspy i usłyszeli rozpaczliwe wołania o pomoc.
Okrążyli kilka razy skały, na których trzymali się jeszcze ostatkiem sił Sirdey i Kennedy, poczem widząc, co się stało, pośpieszyli na ratunek rozbitkom.
Kaw-dier i p. Hartlepool surowo zganili postępek Sirdeya.
— Jesteście przyczyną śmierci kilku ludzi i pozbawiliście mnie szalupy, za której pomocą mogliśmy porozumiewać się z Punta-Arenas. Teraz jesteśmy zupełnie odcięci od świata — mówił Kaw-dier, i czoło jego chmurzyło się, a głos brzmiał wyrzutem. — Oto do czego prowadzi brak doświadczenia i samowola!
Strata towarzyszy uczyniła na wszystkich przykre wrażenie. Od tej chwili ogół wychodźców baczniej zwracał uwagę na każde słowo i radę Kaw-diera, tembardziej, że rozpoczął się czas gwałtownych zamieci i burz śnieżnych.