Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzystwa emigracyjnego... Nie mamy prawa nią się rozporządzać...
A po chwili, pogładziwszy nerwowo brodę, mówił znowu:
— Niech towarzystwo wie, że postąpiło niegodnie, wysyłając ludzi na okręcie niepewnym... Ale co może obchodzić panów w zarządzie towarzystwa los nas, biedaków, nas, wydziedziczonych, proletarjuszów bez chleba i dachu, wyzyskiwanych wszędzie i zawsze.
— Brawo! — dał się słyszeć głos jakiś z tłumu — brawo!..
— Ależ tu nie może być mowy o żadnym wyzysku, ani o lekceważeniu życia ludzkiego ze strony zarządu Towarzystwa emigracyjnego — rzekł niecierpliwie Kaw-dier — burza rozbiła okręt, a ona nie wybiera między bogaczem a nędzarzem!.. Nie o słowa nam teraz chodzi i budzenie nienawiści pracowników do chlebodawców, lecz o ratunek, o sposób uniknięcia głodowej śmierci. Okręt trzeba wyładować, szalupę trochę naprawić, bo bez tego narazimy życie ludzkie na głód i niewygody! Kto jednego ze mną zdania, niech podniesie ręce do góry.
Prawie wszyscy wśród zebranych wyciągnęli ręce, wołając:
— Zgoda!... tak zrobimy, jak pan radzi!.. zgoda!..