Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O jedenastej, kiedy burza najokropniej szalała, huk szczególnego rodzaju, tak przeraźliwy dla marynarzy, dał się słyszeć przed nami, w chwilę potem rozległ się krzyk na przedzie:
— Skały! skały! z prawej strony.
Robert Kurtis wyskoczył na parapet, rzucił okiem na spienione bałwany i zwracając się do sternika, zawołał:
— Drąg na prawo! — cały!
Już zapóźno. Uczułem, że olbrzymi bałwan unosi nas i nagle rzuca na skały. Uderzony okręt zachwiał się kilka razy, a tylny maszt złamany przy samym pokładzie wpadł w morze. »Chancellor« stanął nieruchomy jak mur.





XV.

W nocy dnia 29 października (ciąg dalszy). Niema jeszcze północy, ciemność najzupełniejsza rozpostarła się naokoło, nie wiemy, w którem miejscu okręt osiadł na mieliźnie. Czy gwałtownie popychany huraganem doleciał do brzegów Ameryki, którą jutro może ujrzymy?... W kilka chwil po utknięciu »Chan-