Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Majtkowie wstrzymali się, spoglądają w osłupieniu, pan Letourneur mówił dalej:
— Jest was dziesięciu, wszak moje dwie ręce na dziś wam wystarczą. Jutro weźmiecie resztę.
Letourneur wyciągnął dwie ręce obnażone.
— Niech i tak będzie — krzyknął okropnym głosem cieśla Daoulas i szybko jak błyskawica podniósł topór.
Kurtis nie mógł na to dłużej patrzeć. Ja także. Nie, póki żyć będziemy, nie pozwolimy na podobną rzeź! Kapitan rzucił się pomiędzy majtków, ażeby im wydrzeć ofiarę. Skoczyłem i ja między walczących, ale jeden z majtków gwałtownie mnie popchnął, wpadłem w morze... Zamknąłem usta, ażeby skończyć prędzej. Duszenie się jednak przezwyciężyło siłę mojej woli. Przez na wpół otwarte usta wpłynęło kilka kropel wody.
Boże przedwieczny!... Słodka woda!





LVI.

27 stycznia (dalszy ciąg). Piję! piję! odradzam się! Życie wraca we mnie! Nie chcę umierać.
Krzyknąłem. Usłyszano mój krzyk, Kurtis