Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co do towarzyszy, nie wiem, czy jeszcze żyją, bo od wielu już dni nie widziałem się z nimi.
Noc zapadła. Nie zasnąłem ani na chwilę. Około drugiej pragnienie sprawiło mi tak okropne boleści, że nie mogłem wstrzymać się od krzyku. Jakto! więc przed śmiercią nie mam sobie pozwolić ostatniej rozkoszy, ugasić żar co piersi pali?
Tak! napiję się krwi mojej w braku cudzej! Wiem, że to nie doprowadzi do niczego, ale przynajmniej na chwilę uspokoję boleści.
Zaledwie powziąłem tę myśl, już ją spełniłem. Otworzyłem scyzoryk, obnażyłem ramię i silnem pociągnięciem przeciąłem sobie żyłę. Krew spływa po kropli i gaszę pragnienie tem źródłem życia.
Krew wraca we mnie i na chwilę uspokaja męczarnie.
Jakże trudno doczekać jutra! Równo z dniem gęsta mgła znów zaciemniła krąg, którego środkiem jest tratwa. Mgła pali jak kłęby ciepła, buchające z ogniska.
Dziś już ostatni dzień mojego życia. Zanim umrę chciałbym uściskać dłoń przyjaciela. Kurtis jest blizko. Zawlokłem się do niego i wziąłem za rękę.
Zrozumiał mnie i wie, iż jest to pożegna-