Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czerwonego szala, którym była okryta. Być może, że ten jasny gałgan skusi jaką żarłoczną rybę.
Dnia 30-go zrobiliśmy nową próbę. Przez kilka godzin wędki stały zapuszczone w głębinę. Po wyciągnięciu okazało się, że ryby nie tknęły nawet szmaty.
Bosman upadł na duchu. Jeszcze jeden środek ratunku wymknął się nam. Cóżbyśmy dziś dali za tę pierwszą rybę, przy pomocy której moglibyśmy łowić inne.
— Niedługo będę miał lepszą przynętę dla mojej wędki — rzekł bosman do mnie po cichu.
— Jaką — zapytałem.
— Dowiesz się pan w swoim czasie — odpowiedział, spojrzawszy na mnie jakoś dziwnie.
Nie rozumiem, co mogą znaczyć te wyrazy w ustach człowieka tak zwykle umiarkowanego. Myślałem o tem całą noc.





XXXVIII.

Od 1 do 5 stycznia. Trzy miesiące już upłynęło, odkąd »Chancellor« wypłynął z Charlestonu, od dwudziestu zaś dni jesteśmy na tej tratwie, oddani na łaskę morza i wiatrów.