Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bóg tak chciał
Tak.
O północy...

a w tej chwili powstaje i publiczność cała. Zapał ogarnia najpierw loże, dalej parter i galeryje. Zdaje się, jakoby wszyscy obecni ze swoim burmistrzem panem van Tricasse na czele, zapragnęli połączyć się ze spiskowemi i zniszczyć hugonotów, z któremi wszakże łączą ich przekonania religijne. Klaskają, przywołują, krzyczą a Tatanemancyja ręką drżącą febrycznie szarpie swój czepiec zielony...
Raul zamiast podnieść powolnie draperyją, rozrywa ją ruchem gwałtownym i staje przed Walentyną.
Nakoniec daje się słyszeć wielki duet; traktowany allegro vivace. Raul nie czeka na zapytania Walentyny a Walentyna na odpowiedzi Raula. Przepyszny passaż:

Niebezpieczeństwo nagli,
Czas ucieka.....

wychodzi jakoby jedna z tych podniecających