Strona:Juliusz Verne-Tajemnicza Wyspa (ed. Seyfarth i Czajkowski) T.2.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kąta twarzy u Australczyków lub Hottentotów. Był to orangutan, i jako taki nie miał ani dzikości pawjana, ani nierozwagi makaka, ani niechlujstwa pluchy, ani niecierpliwości magota, ani też zdradnych instynktów kynocefala. Do tej to właśnie rodziny antropomorfów odnoszą się owe liczne rysy charakterystyczne, znamionujące u zwierząt tych ludzką prawie inteligencję. Używane około domu, potrafią służyć do stołu, zamiatać pokoje, czyścić suknie, szczotkować buty, obchodzić się zręcznie z nożem, łyżką i widelcem, a nawet pić wino... jak najlepszy sługa o dwóch nogach i gładkiej skórze. Buffon, jak wiemy, miał jednę taką małpę, która długie lata służyła mu wiernie i gorliwie.
Nasza małpa, która leżała skrępowana w sali Pałacu Granitowego, był to duży samiec, sześć stóp wysoki, dziwnie kształtnej budowy, o szerokiej piersi, z głową średniej wielkości, w której kąt twarzy dochodził do sześćdziesięciu pięciu stopni, z zaokrągloną czaszką, z wystającym nosem, ze skórą pokrytą gładkim, miękkim, i połyskującym włosem — jednym słowem był to skończony typ antropomorfa. Oczy jego, mniejsze nieco od ludzkich, świeciły inteligentną ruchliwością; z pod wąsów błyszczały dwa rzędy śnieżnych zębów, prócz tego miał małą brodę kędzierzawą, orzechowego koloru.
— Piękny z niego chłop! rzekł Pencroff. Gdybym znał jego język, rozmówiłbym się z nim!
— Więc to panie nie jest żart? zapytał