Strona:Juliusz Verne-Tajemnicza Wyspa (ed. Seyfarth i Czajkowski) T.2.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Byłoby pogwałceniem prawdy twierdzić, że osadnicy pomimo znużenia, spali dobrze na piasku w „dymnikach“. Nie tylko bowiem mocno musieli być zaniepokojeni, pojmując dokładnie ważność tego nowego zdarzenia, czy ono było dziełem ślepego przypadku, którego przyczyny odkryć mieli z nadejściem dnia, czy też dziełem ręki ludzkiej, lecz także było im bardzo źle leżeć. Jak bądź jednak miały się rzeczy, tak czyli też owak, mieszkanie ich było w tej chwili zajęte przez kogo innego i dostać się do niego nie mogli.
Owóż Pałac Granitowy był dla nich więcej niż schronieniem, bo był ich składem, ich magazynem. W jego murach złożony był cały materjał osady, broń, instrumenta, narzędzia, amunicja, zapasy żywności i t. p. Gdyby to wszystko miało być zrabowanem, osadnicy musieliby na nowo zaczynać całe gospodarstwo, kuć na nowo broń i narzędzia. Była to więc rzecz nie małej wagi! To też dręczeni niepokojem jeden po drugim wychodzili co chwila, ażeby przekonać się, czy Top pilnie odbywa straż. Cyrus Smith sam jeden zachował zwykłą swą cierpliwość, pomimo że uporny jego umysł burzył się niepomału, trafiwszy na zdarzenie, którego w żaden sposób nie umiał sobie wytłumaczyć, i pomimo że wzdrygał się na myśl, że tuż koło niego, a może tuż nad nim, odbywało się coś, czemu nie umiał dać właściwej nazwy. Gedeon Spilett podzielał w tej mierze zupełnie jego zapatrywanie, i obaj kilkakrotnie, jakkolwiek półgłosem, poczynali roztrząsać owe