Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szoność. Milczał przez parę minut, następnie podniósł oczy na panią Aoudę...
— Pani — rzekł — czy mi pani przebaczy, iż ją przywiozłem do Anglii?
— Ja, panie Fogg? — odpowiedziała pani Aouda...
— Pozwól mi pani skończyć — odparł.
— Gdy powziąłem myśl zabrania pani ze stron dla niej niebezpiecznych, byłem bogaty i liczyłem, że będę mógł część mojej fortuny oddać do jej rozporządzenia! Dziś jestem zrujnowany!
— Wiem o tem panie Fogg — odpowiedziała pani Aouda — i zapytuję z kolei, czy przebaczy mi pan, iż udałam się z nim, a może przez opóźnienie wywołane przezemnie, przyczyniłam się do pańskiej ruiny?
— Pani nie mogłaś zostać w Indyach! Zbawienie twoje zależało na oddaleniu się od tych fanatyków, którzy cię mogli znowuż ująć.
— A zatem niedość, żeś mnie ocalił od strasznej śmierci, zdaje ci się jeszcze, żeś obowiązany zapewnić mi byt na obczyźnie?
— Tak, pani, lecz okoliczności zwróciły się przeciwko mnie. Jednakże proszę cię, pani, racz przyjąć to niewiele, co mi jeszcze pozostało.
— A z panem co się stanie? — zapytała pani Aouda.