Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A czyż ja mogę mieć wpływ jaki, pan Fogg nie poddaje się żadnym! Czyż kiedy zauważył wdzięczność, która wypełnia dlań całą moją istotę? Czy zadał sobie kiedy trud czytania w mojem sercu? Mój przyjacielu, nie trzeba go było zostawiać samego nawet przez chwilę. Powiadasz, że chce się ze mną widzieć tego wieczora?
— Tak pani, chodzi zapewne o dalszy pobyt pani w Anglii.
— Czekajmy — odpowiedziała młoda kobieta, zamyślając się głęboko.
Przez cały więc dzień niedzielny dom przy Saville-row nie dał znaku życia i poraz pierwszy od czasu zamieszkiwania w nim, Phileas Fogg nie udał się do swego klubu, gdy godzina 11-ta minut 30 wybiła na wieży parlamentu.
Pocóż właściwie miał chodzić do klubu? koledzy nie oczekiwali go więcej. Jeżeli poprzedniego wieczora, w fatalnym dniu soboty, 21 grudnia, o godzinie 8 minut 45, nie zjawił się on w salonach Reform-Clubu, zakład był przegrany. Nie było nawet potrzebnem, aby się udawał do swego bankiera po odbiór sumy 20.000 funtów. Przeciwnicy jego mieli w ręku podpisany przez niego czek i mogli w każdej chwili odebrać powyższą kwotę. Nie było zatem celu wyjścia i Phileas Fogg nie opuszczał mieszkania, pozostawał w pokoju