Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mieli dać ognia. Po upływie dwóch minut miano wyciągnąć z wagonu jednego z poległych dżentelmanów. Rzecz ta była bardzo prostą, tak prostą, iż Fixowi i Obieżyświatowi serca pękały z obawy.
Oczekiwano więc gwizdnięcia, gdy nagle rozległy się dzikie wrzaski. Wrzaskom tym odpowiedziały wystrzały, wychodzące z wnętrza różnych wagonów.
Pułkownik Stamp i pan Fogg z rewolwerami w ręku pospieszyli przerażeni do miejsc, skąd pochodziły krzyki i wystrzały rewolwerowe.
Banda dzikich Sioux napadła na pociąg.
Zuchwali ci Indyanie w liczbie stu, nie czekając, aż pociąg się zatrzyma, wskoczyli na stopnie i wdarli się do wagonów.
Dzicy byli uzbrojeni. Rzuciwszy się na palacza i maszynistę, dobili ich prawie. Dowódca bandy, chcąc zatrzymać pociąg i nie umiejąc kierować regulatorem, szeroko roztworzył, zamiast zamknąć, zbiornik pary, a maszyna, puszczona całą siłą pary, mknęła z przerażającą szybkością.
Tymczasem Sioux napadli na wagony, jedni z nich jak małpy biegali po wierzchu pociągu, drudzy wyłamywali drzwi i walczyli z pasażerami, inni znów grabili bagaż i rzucali kufry na drogę. Krzyki i wystrzały nie usta-