Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Spóźniliśmy się o 20 minut i pociąg tu się nie zatrzymuje.
— Ale ja muszę się bić z tym panem!
— Bardzo żałuję — odrzekł konduktor — ale natychmiast ruszamy. Otóż rozlega się dzwonek. Jestem prawdziwie zmartwiony, panowie, w każdym innym razie służę wam chętnie. Nie rozumiem jednakże, dlaczego nie moglibyście się pojedynkować w drodze.
— Może to będzie dla pana niedogodne — zapytał pułkownik z miną drwiącą.
— Owszem, jest mi to bardzo dogodnem — odparł pan Fogg.
— Jak to znać, iż jesteśmy w Ameryce! — pomyślał Obieżyświat — nawet konduktor jest tu dżentelmanem pierwszej wody.
Przeciwnicy i ich świadkowie, poprzedzeni przez konduktora, przechodząc z wagonu do wagonu, dotarli do ostatniego. Konduktor poprosił pasażerów, by na jakiś czas opróżnili wagon, gdyż dwie osoby chcą tu załatwić sprawę honorową. Wszyscy natychmiast się usunęli.
Wagon długości 50 stóp przedstawiał dostateczną dla pojedynku przestrzeń. Przeciwnicy stanęli naprzeciw siebie, każdy z parą rewolwerów o 7-miu nabojach w ręku.
Sekundanci pozostawili ich samych sobie. Wraz z pierwszym gwizdnięciem lokomotywy