Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spotkaniu, które pociągnie za sobą smutne skutki. Trzeba zatem, aby go nie obaczył.
— Ma pani słuszność, spotkanie mogłoby wszystko popsuć. Zwycięzca czy zwyciężony, pan Fogg się spóźni i...
— I... — dodał Obieżyświat — będzie to wygraną dla członków Reform-Clubu. Za 4 dni będziemy w New-Yorku. A więc, jeżeli podczas tych 4 dni mój pan nie opuści wagonu, można się spodziewać, iż nie spotka tego przeklętego Amerykanina! Trzeba więc temu przeszkodzić.
Rozmowa się przerwała; pan Fogg się obudził.
Nieco później Obieżyświat zadał po cichu pytanie inspektorowi policyi:
— Czy naprawdę biłbyś się pan za niego?
— Uczyniłbym wszystko, by go żywcem przywieźć do Europy — rzekł Fix obojętnie, niewzruszonym tonem.
Obieżyświat zadrżał na te słowa, ale to nie osłabiło wcale pojęcia, jakie miał o swym panu. A teraz, czy znajdzie sposób zatrzymania pana Fogg, by uniknąć spotkania z pułkownikiem. Nie było to trudnem do wykonania, gdyż dżentelman był z natury mało ruchliwy i mało ciekawy. W każdym razie zdawało się inspektorowi, iż znalazł środek, gdyż po upływie kilku chwil zwrócił się do pana Fogg.