Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wała się ogromną złotą monetą i Obieżyświat obliczał jej wartość na funty sterlingi, gdy pożyteczne to zajęcie przerwane zostało zjawieniem się dziwnej jakiejś osobistości.
Postać ta wsiadła na stacyi Elko. Był to człowiek wysoki o bardzo ciemnej cerze, czarnych wąsach, czarnych pończochach, kapeluszu z czarnego jedwabiu, w czarnych spodniach, białym krawacie i rękawiczkach z psiej skórki.
Z wejrzenia wydawał się duchownym. Chodził z jednego końca wagonu do drugiego i na drzwiach każdego przylepiał opłatkiem notatkę przedtem napisaną.
Obieżyświat zbliżył się do drzwi i przeczytał, iż szanowny William Hitch, misyonarz mormoński, korzystając z przebywania swego na tym pociągu, będzie miał odczyt od 11-tej do 12-tej w wagonie Nr. 117 o »Mormonizmie«. Prelegent upraszał o łaskawe zjawienie się wszystkich dżentelmanów, chcących dokładnie zbadać tajemnice religijne: »Świętych ostatnich dni«.
— Pójdę — pomyślał Obieżyświat, wiedzący tylko o mormonizmie tyle, iż uprawia poligamię, jako podstawę społeczeństwa.
Wieść o odczycie rozeszła się wnet po całym pociągu. Przeszło 30 pasażerów zajęło o godzinie 11-tej wagon Nr. 117. Obieżyświat