Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zasiadł w pierwszym rzędzie między wiernymi. Pan jego i Fix pozostali na swych miejscach, widocznie nie ciekawi odczytu.
O oznaczonej godzinie jego Wielebność William Hitch powstał i głosem rozdrażnionym, jakby mu ktoś oponował, zawołał: »A ja wam powiadam, iż Joe Smyth jest męczennikiem, iż jego brat Hyram jest nim również i że prześladowania Proroków przez rząd Unii przyczynią się do męczeństwa Bringham Joung! Któż się ośmieli temu zaprzeczyć?«
Nikt nie zamierzał zaprzeczać słowom misyonarza, którego gwałtowność stanowiła kontrast z jego zwykłą, spokojną fizyognomią. Przyczyną jego gniewu były zapewne ciężkie próby, jakie obecnie przechodził Mormonizm. W samej rzeczy rząd Stanów Zjednoczonych starał się, choć nie bez trudu, ująć tych niezależnych fanatyków. W Utach udało mu się poddać ich Unii, uwięziwszy przedtem Bringham Joung, oskarżonego o bunt i poligamię. Od tej chwili uczniowie proroka ze zdwojoną energią stawiali opór wymaganiom kongresu. Jak widzimy, pan Wiliam Hitch prowadził dzieło nawracania nawet na kolei.
Pan ten głosem silnym i żywo gestykulując, począł opowiadać historyę Mormonizmu, począwszy od czasów biblijnych.
Kilku słuchaczy, znudzonych opowiadaniem