Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szło zapewne o wybór jakiegoś wysokiego urzędnika wojskowego lub cywilnego, gubernatora Stanów Zjednoczonych lub członka kongresu. Wielce ożywione miasto nasuwało podobne domysły.
W tej właśnie chwili zapanowało w tłumie niezwykłe ożywienie. Wszystkie ręce podniosły się w górę. Kilka z nich ściśniętych w pięści opuszczały się i podnosiły pośród nieludzkich krzyków. Flagi powiewały, znikały na chwilę, by ukazać się znowu poszarpane w kawały. Fale tłumu dosięgały już schodów.
— To napewno »meeting« — rzekł Fix — kwestya, która się rozstrzyga, musi być palącą. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby szło jeszcze o sprawy Alabama.
— Może być — rzekł spokojnie pan Fogg.
— W każdym razie, dwóch szympansów stoi jeden naprzeciwko drugiego; szanowny Kamerfield i szanowny Mandiboy. Pani Aouda, wsparta na ramieniu pana Fogg, przyglądała się ze zdziwieniem tej hałaśliwej scenie, a Fix, gdy zaznaczał się ruch wyraźniejszy, zwrócił się do sąsiada, by go spytać o przyczynę tego ogólnego wzburzenia.
Okrzyki hurrah wraz z przekleństwami podwoiły się. Trzonki chorągwi zamieniły się w oręż. Wszędzie odgrażające się pięści. Z wy-