Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Widzimy więc pana Fogg, panią Aoudę i Fixa, spacerujących po ulicach. Znaleźli się niebawem przy Montgommery-street, gdzie roiło się od tłumów.
Na chodnikach, między szynami tramwaju, pomimo ciągłego ruchu doróżek i omnibusów, na progach sklepów, w oknach wszystkich domów, a nawet na wszystkich dachach, tłumy niezliczone. Ludzie-afisze kręcili się między grupami. Flagi powiewały w powietrzu. Zewsząd rozlegały się okrzyki:
»Hurrah! Kamerfield«!
»Hurrah! Mandiboy«!
Był to »meeting«, tak przynajmniej sądził Fix i myśl tę wyraził panu Fogg, dodając:
— Postąpimy może dobrze panie, gdy się usuniemy od tego zgiełku. Można tylko oberwać kułaka.
— W samej rzeczy — odparł pan Fogg — kułak jest zawsze tylko kułakiem.
Fix uśmiechnął się na tę uwagę, a nasi znajomi, chcąc widzieć, nie wmieszawszy się w tłum, zajęli miejsca na schodach terasy, położonej na wzniesieniu Montgommery-street. Przed nimi z drugiej strony ulicy między sklepem z węglami a składem z naftą znajdowało się biuro, którego drzwi stały otworem i do którego zewsząd napływały tłumy.
Z jakiej okazyi urządzono ten meeting?