Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mentów, nic za to nie płacących, wymagano tylko za trunki, porter lub xeres.
Podobne urządzenie znajdował nasz Obieżyświat »arcy-amerykańskiem«. Stół w restauracyi w hotelu był wykwintnym. Panu Fogg i pani Aoudzie usługiwali murzyni, obnosząc obfite dania na lilipucich półmiskach. Po śniadaniu nasi znajomi opuścili hotel i udali się do biura konsula angielskiego dla wizy paszportu. Na chodniku spotkali Obieżyświata, który spytał swego pana, czy nie byłoby mądrem, kupić parę tuzinów karabinów Enfield, albo rewolwerów Colta. Słyszał on o Sioux i Pawniach, zatrzymujących pociągi, jak zwykli rabusie hiszpańscy. Pan Fogg odpowiedział, iż jest to zbyteczna przezorność, lecz pozostawia mu zupełną pod tym względem swobodę działania. Nie uszedłszy stu kroków, pan Fogg przez »najdziwniejszy w świecie przypadek« napotkał Fixa. Inspektor policyi okazał niezmierne zdziwienie z tego spotkania i rzekł: jest to wielkim zaszczytem widzieć dżentelmana, któremu się tyle zawdzięcza, a będąc powołanym do Europy, byłbym zachwycony, gdybym mógł dalszą podróż w tak miłem odbywać towarzystwie. Pan Fogg odpowiedział, iż zaszczyt jest po jego stronie, a Fix, nie chcąc go stracić z oczu, poprosił o pozwolenie towarzyszenia mu w ciekawej przechadzce po mieście. Propozycya została przyjętą.